sobota, 12 lipca 2014

Szkic siermiężny

Wychodzenie z szuflady - jak wszystko, jest procesem. W naiwności swej przez chwilę myślałem, że powinno przebiegać linearnie i odwzorowywać proces stawania się.
Po krótkiej penetracji zawartości szuflady wiem, że nie wszystko chcę z niej wyjąć.
Nie mam planu, na którym wychodzenie z szuflady miałoby się opierać. Nie mam też pomysłu. Zacząłem w odwrotnej kolejności - wyciągnąłem tekst, który trafił do niej jako ostatni.
Dziś będzie inaczej. Szkic siermiężny jest częścią etiudy opatrzonej przeze mnie tytułem Anatomia tożsamości. Napisałem ją w 2009 roku. Jak zwykle życzę wielu wzruszeń! 

szkic siermiężny 
idąc polną ścieżką letnie upalne popołudnie kołysze kłosami zbóż ku pagórkom krzywej horyzontu z wiatrem pod wiatr uwikłany w przestrzeń między spokojną zieleń ciepły błękit spotkałem uśmiechnięte buty stały pod starą gruszą drzewo chyląc ku ziemi ociężałe ramiona z cicha pojękiwało zbolały cień kładło między źdźbła trawy w wydeptane łożysko polnego duktu
- dzień dobry – powiedziały na mój widok buty skórzane brązowe zupełnie szczerbate z postrzępionymi sznurowadłami – dokąd idziesz? – spytały
- przed siebie – odpowiedziałem odwzajemniłem uśmiech
- to zrozumiałe nie słyszałyśmy nigdy – mówiły o sobie w liczbie mnogiej – by ktoś szedł inaczej niż przed siebie
z głębi pola przyglądał się nam stary strach na wróble złośliwy chłop ubrał go w czerwoną nieco przykrótką sukienkę do sztywnych rąk przywiązał drapieżne puszki na głowę wcisnął zielony beret 
- zatem dokąd idziesz? – powtórzyły swoje pytanie buty 
uśmiechnąłem się wzruszyłem ramionami – nie wiem – odpowiedziałem głosem pełnym rozleniwienia
buty zamyśliły się letnie popołudnie zakołysało złotym łanem rozgrzanym powietrzem cieniem zmęczonego drzewa
- w takim razie powiedz nam skąd idziesz?
uśmiech rozlał się na mojej twarzy promień słońca musnął czoła – nie wiem – powiedziałem pokręciłem głową
- idziesz stamtąd – zaskrzeczał z głębi pola stary strach – i jak przypuszczam kierujesz się tam – dodał – widywałem tu takich ale jak do tej pory jesteś pierwszym który się zatrzymał i – strach zawahał się –  myślę sobie – zaskrzypiał po chwili – że pewnie ci się nie spieszy
- to prawda – powiedziałem – nie spieszy mi się ale też nie umiem zbyt długo stać w miejscu
- o tak – potwierdził strach – wy ludzie jesteście z tego znani ja nie mam innego wyjścia musiałem się przyzwyczaić – mruknął uśmiechnął się zawadiacko – żyjąc samotnie zaprzyjaźniłem się z polnymi myszami które przychodzą co jakiś czas i podgryzają opuchniętą nogę pewnego dnia chciały ją całkiem przegryźć wydawało im się że w ten sposób podarują mi wolność zdziwiły się kiedy zaprotestowałem musiałem długo tłumaczyć że nie umiem chodzić że runę i moja sytuacja ulegnie pogorszeniu chciałem zaprzyjaźnić się z ptakiem ale ten trzyma się ode mnie z daleka nie daje szansy gdy tylko próbuję się odezwać on odlatuje ale widzę że chcesz już iść a ja skrzeczę i skrzeczę tak dawno z nikim nie rozmawiałem ja tak lubię…
- naprawdę chcesz już iść? – spytały zafrasowane buty – przecież ledwie się zatrzymałeś usiądź odpocznij skosztuj owoców co prawda jeszcze twarde ale na pewno słodkie
- dziękuję – powiedziałem – zatrzymałem się tylko na chwilę nie jestem głodny ani zmęczony
- tu jest tak nieruchomo – zaczęły buty zamilkły – a może mógłbyś nas stąd zabrać? – spytały
- jak to zabrać? – zdziwiłem się
- po prostu weź nas ze sobą – odparły
- to nie jest takie proste – powiedziałem podnosząc stopę której kurczowo trzymał się zatroskany dygocący ze strachu sandał –  nie mogę go tak po prostu porzucić
- ale wcale nie musisz my przecież nie nastajemy na twoje stopy z chęcią uwiesimy się silnego ramienia – powiedziały – będziemy wędrować nie dotykając ziemi będziemy miały lepsze widoki – oznajmiły zadowolone
- pozdrówcie ode mnie napotkane ptaki – zaskrzypiał strach – powiedzcie żeby się nie bały opowiedzcie o mnie wydmom i poproście ludzi by przechodząc przystawali choć na chwilę
stojąc nad brzegiem wielkiej wody zapatrzony w rozciągnięty horyzont moczę stopy w morskiej fali przypominam sobie czerwone straszydło myślę o szczerbatych uśmiechniętych butach które po kilku godzinach wędrówki kiedy pod wieczór zatrzymaliśmy się na skraju lasu zechciały dłużej odpocząć popatrzeć na zachodzące słońce posłuchać odgłosów łąki po chwili wytchnienia powiedziały że dalej nie idą bo to miejsce w tym momencie spełnia kryteria raju poprosiły bym je tam zostawił
stojąc nad brzegiem wielkiej wody rozglądam się za moim rajem przesiewam krainę dzieciństwa oswajam płytki oddech oceanu 

Mimo iż na razie nikt tu nie zagląda, pozdrawiam!
P.P. 


           


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz