wtorek, 29 lipca 2014

Wypowiedzenie cz. III


 5. Słownik

Słownikowym statystą, wypowiadającym się i działającym na potrzeby unaocznienia słów zebranych w słowniku, będzie On – zaimek osobowy, liczba pojedyncza, trzecia osoba rodzaju męskiego. Nim jednak On otrzyma prawo wypowiadania się i działania, musi otrzymać wygląd: jest wysoki, szczupły, posiada komplet wprost proporcjonalnych do reszty ciała kończyn, biodra, tułów, szyję i głowę. Jego cera jest śniada, włosy czarne, proste, oczy błękitne. Na tym charakterystyka bezpośrednia strony zewnętrznej postaci kończy się. Jej stronę wewnętrzną charakteryzuje podręczny atlas anatomiczny.

On otrzymuje do dyspozycji przestrzeń: miejsce, które będzie najlepiej nadawać się do unaocznienia omawianego leksemu, na przykład, gdyby omawianiu podlegał czasownik rozrabiać, przestrzenią byłby plac budowy, gdzie w betoniarce czy też kastrze rozrabia się zaprawę murarską (poddaje rozrobieniu). On byłby, rzecz jasna, rozrabiającym, czyli pomocnikiem murarza lub samym murarzem. Poza przestrzenią miałby do dyspozycji łopatę  i taczki. Jego śniada cera byłaby nieco przykurzona, wzrok przytępiony, słuch…

Do rozrabiania poprawnej zaprawy murarskiej słuch nie jest konieczny.

On byłby głuchy. Zatrudniony na czarno. W razie inspekcji kierownik budowy będzie uporczywie twierdził, że tego człowieka nie zna, że nie wie, kim On jest i co tutaj robi. Taką samą reakcję wywoła wypadek z udziałem głuchego rozrabiacza.

Wszystkie leksemy zostaną zaprezentowane w kontekście czasu przeszłego – okolicznościach, które miały miejsce i których żadną mocą nie można cofnąć. Na słowo wypowiedziane człowiek nie ma wpływu. Jedyne na co go stać, to przetwarzanie tegoż słowa w świadomości, roztrząsanie wypadków towarzyszących jego wybrzmiewaniu, zastanawianie się nad tym, co by było, gdyby… – lub też pogodzenie się z faktem i ewentualne przeproszenie lub przyjęcie przeprosin.

On mówi: Wybój
On wyjaśnia: Jest to wypukłość.
On unaocznia: Jechałem rowerem drogą, na której był wybój. A potem
– Na chwilę milknie, drapie się po głowie. – Zniknął. – Porusza ramionami. – Nie wiem, co się z nim stało. – Kręci głową, patrzy na boki. – Nie wiem. Wyrównali. Chyba. – Zamyśla się. – I tak mi się skojarzyło, że kobieca pierś to też taki wybój. – Wzdycha.

On mówi: Wyczółek
On wyjaśnia: Nie wiem, co to jest wyczółek.
On unaocznia: Otworzyłem słownik na stronie 389 i przeczytałem: „Wyczółek - łka, - łkiem , - łki , - łków”. Zamknąłem słownik. Poszedłem na spacer. Rower zostawiłem  w piwnicy.

On mówi: Wydma
On wyjaśnia: Jest to piaszczysta góra. Najczęściej na pustyni lub nad morzem.
On unaocznia: Przechodziłem przez park. Było ciepło, zdjąłem kurtkę, przewiesiłem przez ramię. I wtedy to zobaczyłem. I usłyszałem. W jedną z alejek, między lipy, wjeżdżała ciężarówka. Tyłem. Cofała się. Człowiek w zielonym uniformie machał ręką, prowadził ją. Kiedy uniósł do góry obie ręce, samochód zatrzymał się, a po chwili zaczął wysypywać na środek alejki piach. A potem pojechał, a ten piach został. Taka góra. Pomyślałem sobie, że wydmę usypali. Ale to nie była wydma.

On mówi: Wydra
On wyjaśnia: Jest to zwierzę, które ma futro i żyje w wodzie, i żywi się rybami.
On unaocznia: Wyszedłem z parku. Przeszedłem przez jezdnię, minąłem sklep rybny. – Pochyla głowę, na chwilę przykleja wzrok do podłogi. – Ryby, woda, morze, jezioro. – Przełyka ślinę. – Pomyślałem o wodzie. Oczyma wyobraźni, jeżeli można tak powiedzieć, zobaczyłem małe, leśne jeziorko. Taki staw z groblą, z kładką dla wędkarza, zaroślami. Woda była ciemna, spokojna. A w niej pływała wydra. Na plecach. W łapkach trzymała rybę. Jadła ją.

On mówi: Wyga
On wyjaśnia: Jest to ktoś, kto zazwyczaj jest stary i niełatwo go oszukać.
On unaocznia: Chciałem się wrócić do tego sklepu, kupić fileta, albo… – Na chwilę milknie, zamyśla się. – Nie lubię tam kupować. Tam kiedyś pracowała taka duża, posępna kobieta. Była kierowniczką. Miała krótkie, kręcone włosy. Nienaturalnie. I krzywy nos. Głośno mówiła. Taka stara wyga to była. Ludzie tak o niej mówili, bo podobno żadnej kontroli się nie bała. Nie wiem, czy jeszcze tam pracuje. – Przestępuje z nogi na nogę. – Nie obchodzi mnie to.

On mówi: Wygląd
On wyjaśnia: Jest to zbiór cech zewnętrznych.
On unaocznia: Kiedyś tak źle się czułem. Wyszedłem pospacerować. Zawsze wychodzę. I wtedy też szedłem koło parku. Dzień był słoneczny, niebo błękitne, a te drzewa – nie wiem, jak się nazywają – kwitły. Tak na różowo. Ciemnoróżowo. Zatrzymałem się i patrzyłem na nie. Wyglądały przepięknie. Pomyślałem nawet, że są warte sfotografowania. Ale to nie zmieniło mojego samopoczucia.

On mówi: Wygoda
On wyjaśnia: Jest to cecha mebli, pomieszczeń, pojazdów i innych rzeczy, tak zwanych użytecznych, która świadczy o jakości ich użyteczności
On unaocznia: Kolega zaproponował, żebym pojechał z nim na wieś. Do jego ciotki. Miał coś stamtąd zabrać, jakieś zboże, chyba dla gołębi. Czemu nie, pomyślałem. Wieś jak wieś, przejadę się. Myślałem, że zapakujemy co trzeba i wracamy. Ale nie. Na wsi jest inaczej. Ciotka – pogodna, mała kobieta – zaprosiła nas na obiad. Dała rosół i opiekaną w panierce, gotowaną kurę, ziemniaki i kapustę. Do tego kompot. Po tej kurze chciałem umyć ręce, zapytałem o łazienkę. – Wygoda jest tam. – Pokazała w kierunku korytarza. – Po lewej stronie – dodała, kiedy wstałem od stołu.

On mówi: Wyjątek
On wyjaśnia: Jest to mniej lub bardziej odosobniony przypadek, pewnego rodzaju wynaturzenie, odstępstwo od normy.
On unaocznia: Zazwyczaj, jak już wyjdę z parku, to wracam do domu, ale wtedy, nie wiem dlaczego, poszedłem jeszcze na rynek. To był wyjątek.

On mówi: Wykałaczka
On wyjaśnia: Drewniany patyczek, który jest zaostrzony na obu końcach, i służy do dłubania w zębach w celu pozbycia się resztek pokarmu.
On unaocznia: Na rynku jest kawiarnia. Takie spokojne, ciepłe wnętrze
z muzyką w tle. Lubię tam chodzić. Siadam przy stoliku w rogu, zamawiam herbatę i obserwuję. Bywa, że poświęcam się rozważaniom. Drążę, analizuję. Lubię patrzeć na kelnerkę: młodą blondynkę. Zazwyczaj ubrana jest w czarne, obcisłe spodnie i czarną bluzkę z rękawem na trzy-czwarte. Oczy podkreśla kredką, usta… Chyba nic z nimi nie robi. To o niej powinienem mówić unaoczniając wygląd. Nie o drzewach. A gdybym mówił o spokoju, to chciałbym opowiedzieć o jej twarzy.
Wszedłem tam, zamówiłem herbatę i nie wiem, co mnie naszło, że zażądałem jeszcze ciastka – takiego dużego, z kremem, z bitą śmietaną, posypanego rodzynkami i płatkami czekolady. Rozpusta. A potem okazało się, że mam pełne usta tego wszystkiego i że to nawłaziło mi między zęby, poprzyklejało się do podniebienia i dziąseł. I wtedy pomyślałem o wykałaczce, ale też i o tym, że to nie wypada publicznie dłubać w zębach, o tym, że ta kelnerka… Że nie wypada.

On mówi: Wynik
On wyjaśnia: Jest to rezultat.
On unaocznia: Wykałaczek w tej kawiarni nigdy nie widziałem. Zresztą, nigdy wcześniej ich nie potrzebowałem, nie w tym miejscu. Teraz też nie zdecydowałem się poprosić o nie. – Uśmiecha się nieznacznie. – Poradziłem sobie przy pomocy języka. Zanim jednak zacząłem, rozejrzałem się po sali – czy czasem nikt na mnie nie patrzy. Ludzie pogrążeni byli w rozmowach, zajęci sobą. Po wszystkim przywołałem kelnerkę i poprosiłem o rachunek, a kiedy płaciłem, ona uśmiechnęła się do mnie. I ten jej uśmiech to był wynik. Rachunek, który zapłaciłem, też był wynikiem.

On mówi: Wypukłość
On wyjaśnia: Jest to opozycja wklęsłości.
On unaocznia: W kawiarni, zanim zapłaciłem, zanim przywołałem kelnerkę, jak jeszcze siedziałem, a ona spacerowała od stolika do stolika, albo stała przy kontuarze, obserwowałem ją. Patrzyłem na twarz, ukryte pod czarną bluzką piersi, opięte spodniami biodra i pośladki. Fascynowały mnie te jej wypukłości. I pomyślałem sobie, że kobiety są cudami natury. Pomyślałem też  o tym, że gdyby te wszystkie wypukłości zastąpić wklęsłościami, byłoby fatalnie. W duchu pochwaliłem Stwórcę i Pramatkę Ewolucję.

On mówi: Wyraz
On wyjaśnia: Jest to sylaba lub zbiór sylab, który może być wypowiedziany lub zapisany przy pomocy liter. Synonimem „wyrazu” jest „słowo”.
On unaocznia: Płacąc za herbatę i ciastko, zostawiłem napiwek. W ten sposób dałem wyraz wdzięczności za pracę, jaką kelnerka włożyła w obsłużenie mnie. Ponadto zbudowałem sobie tożsamość – w swoich i jej oczach. Niczego nie zapisałem i nie wypowiedziałem.

On mówi:  Wysokość
On wyjaśnia: Jest to cecha ludzi, zwierząt, roślin lub rzeczy, która określa ich długość wertykalnie.
On unaocznia: Jak wychodziłem z kawiarni, czułem się jak Jego Wysokość, na przykład Napoleon, którego fizjonomia w rzeczywistości z wysokością niczego wspólnego nie miała.

On mówi: Występ
On wyjaśnia: Jest to prezentacja.
On unaocznia: Jak dawałem napiwek, to był mój występ –  świadomy,
z delikatnym uśmiechem, skinieniem głową, spojrzeniem na zegarek. Ona też – kiedy się przechadzała między stolikami – występowała. Przypuszczam, że jest świadoma swojej atrakcyjności. Jeżeli tak, to jej występ też był świadomy. Nie potępiam jej za to.

On mówi: Wytrych
On wyjaśnia: Jest to uniwersalne narzędzie do otwierania drzwi wyposażonych w różne rodzaje zamków.
On unaocznia: Wracając z kawiarni, nie idę przez rynek. Przechodzę wąską uliczką nad rzekę i wracam alejką wzdłuż wału. Wtedy też tak zrobiłem. Idąc, myślałem o niej, o tej kelnerce. Przyszło mi do głowy, że większość kobiet posiada wytrychy, którymi zdolna jest otwierać męskie instynkty. Tylko nieliczne mają klucze do uczuć.
Takie poważne to wyszło. Niepotrzebnie.

On mówi: Wytrzeszcz
On wyjaśnia: Jest to nazwa istot posiadających oczy, które korzystając
z nich, zbyt mocno je otwierają.
On unaocznia: Jak wracam wzdłuż tych wałów, to później przechodzę przez ulicę i idę między domkami jednorodzinnymi. Na początku osiedla, przy zielonej furtce z kątownika i siatki zawsze stoi pies: stary wilk. Za każdym razem, kiedy się zbliżam, on skacze na furtkę, opiera się na niej i czeka. Przechodząc obok niego, mówię: - Cześć Wytrzeszczu! Pies macha ogonem. Mówi: „Cieszę się, że cię widzę”. Kiedyś spróbuję go pogłaskać.

On mówi: Wyzucie
On wyjaśnia: Jest to czynność, która polega na pozbywaniu się.
On unaocznia: W kawiarni zazwyczaj obserwuję twarze. Jak się nie zamyślam i nie rozbieram kelnerki – rzecz jasna. Kiedyś przyglądałem się pewnemu mężczyźnie. Siedząc przy stoliku, czytał gazetę. Nie wiem, co pił. Herbatę albo kawę. Palił papierosa. Był otyły, szpakowaty, na nosie miał druciane okulary. Ubrany w oliwkowy garnitur i koszulę w paski –  bez krawata, mocno rozpiętą. Od początku wydał mi się niechlujny, rozlazły. A potem zobaczyłem, że na jego stopach brakuje butów. Stały obok krzesła. Prawdopodobnie paliły go stopy. Pomyślałem wtedy o nim, że jest wyzuty, bo zezuł buty. Uśmiechnąłem się do głupkowatego rymu. Zapisałem go na serwetce. Potem wyrzuciłem.

On mówi: Wyż
On wyjaśnia: Jest to front atmosferyczny.
On unaocznia: Jak myślę o pogodzie, to zawsze zastanawiam się nad tym, czy będzie deszcz, czy słońce. Nigdy nie zajmuje mnie kwestia wyżu. Niż też mnie nie obchodzi.

On mówi: Wyżeł
On wyjaśnia: Jest to pies myśliwski.
On unaocznia: Przy innym domu, takim z płaskim dachem,
z nietynkowanej, białej cegły, ze schodkami przed drzwiami wejściowymi też jest pies. I też stary. Ale ten zawsze ujada. Nie witam się z nim, a on nie mówi do mnie, że się cieszy. Nie wiem, co mówi. – Kręci głową, ściąga brwi. – Może chce, żebym sobie jak najszybciej poszedł. Zapewne dlatego, że jest psem myśliwskim, wyżłem. Jak był mały, ludzie wołali do niego Wyżlę, Wyżlu, Wyżlęciu.

Odrębną kategorią słownikową są wulgaryzmy.
On w zasadzie nie używa wulgaryzmów, nie udaje jednak, że ich nie zna czy nie rozumie, kiedy je słyszy.

On mówi: Wyjebał
On wyjaśnia: Jest to nazwa czynności polegającej na wyrzuceniu, pozbyciu się. Słowo to może również informować o wykorzystaniu seksualnym osoby płci odmiennej lub nie odmiennej w celu zaspokojenia popędu płciowego wykorzystującego lub upokorzenia wykorzystywanego, bez udziału uczuć wyższych.
         On unaocznia: Kiedyś jechałem rowerem wzdłuż wałów. Na trawie dwaj chłopcy kopali piłkę, śmieli się, krzyczeli na psa, który im przeszkadzał. Przejeżdżając obok nich, nie zauważyłem dziury w ścieżce i przewróciłem się. Gdy się podnosiłem, usłyszałem, jak jeden mówił: - Ale się wyjebał!

          On mówi: Wypierdolił
          On wyjaśnia: Patrz „wyjebał”

         On mówi: Wyruchał
         On wyjaśnia: Jest synonimem słów wyjebał i wypierdolił, z tą różnicą, że nie dotyczy informowania o wyrzucaniu czy pozbywaniu się czegokolwiek – chyba, że dziewictwa lub godności, lub jednego i drugiego jednocześnie. Nie informuje też o przewróceniu się czy upadku. Leksem wyruchał dotyczy jedynie kontekstu seksualnego.
         On unaocznia: Słyszałem kiedyś, jak jeden staruszek krzyczał za samochodem, który wjechawszy w kałużę, ochlapał go: - A żeby cię tak chudy byk wyruchał! – Staruszek wygrażał przy tym uniesioną pięścią, trząsł się ze złości. A ten samochód to była taksówka. Mercedes. Granatowy.

W niektórych środowiskach leksemy wyjebał, wypierdolił, wyruchał, znaczą też tyle, co oszukał, wykorzystał.
luty – marzec 2009
C.D.N.


Pozdrawiam!
P.P.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz